27.3.09

101

Zdarzyło mi się przez ostatnie kilka tygodni zapomnieć, wejść w świat słabości i frustracji, przyznaję się bez bicia. Myślę sobie, że to było nieuniknione. Już wstaję. I chyba jest cudownie. A jak nie jest, zrobię wszystko co w mojej mocy by było.
Waga 57- 59 kg ( dziś osiągnęłam swoja najniższą, równiuteńko 57 kg)- czyli na swoim miejscu, nawet niżej. Ha! Znaczy się na stabilizacji radzę sobie elegancko. Z dniem 10 kwietnia ( matko, toż to zaraz!) kończy się oficjalnie owa stabilizacja, ruszam w kolejną, teraz już wieloletnią wyprawę. Nie będzie liczenia kalorii, zbijania wagi, zmniejszania obwodu talii, sztywnych treningów, by spalić tłuszcz itp. Nie będzie już takiej potrzeby. Wiem co robić, by się nie zgubić ( czyt. by nie wrócić do przykrego stanu i wagi sprzed diety). Jak nie wiem co, cieszę się, że już koniec. Robię wielkie ufff... Trochę też się boję, ale raczej nie jest to jeden z tych strachów, co to nie pozwalają zrobić kroku w przód. Będzie dobrze. 
Pozostanę już szczupłą mną, z tą miłą energią, z tą cenna wiedzą. Z miłością do siebie. Przytrzymam to. Nie puszczę, to mój skarb.
Czyli co?
Koniec!
Udało mi się!
Żegnam!
:]
___

By utrzymać efekt i nie przytyć zamiar mam trzymać się tych oto 6 prostych zasad:
I- Ostatni posiłek nie później niż 3 godziny przed snem; dopuszczalny wyjątek raz w tygodniu ( sobota).
II- Jeśli słodycze ( ciasta, ciasteczka, cukierki), to rzadko i minimalne, typowo 'degustacyjne' porcje.
III- Jeśli porcje XXL, to tylko warzywa, ewentualnie owoce.
IV- Wybieranie produktów Light. Również czynienie przyrządzanych potraw takowymi; ograniczanie tłuszczy w codziennej diecie.
V- Regularne, pełnowartościowe, świadome posiłki.
VI- Aktywność fizyczna minimum 3 razy w tygodniu.
___

I niech tak już zostanie. Było miło, ale już cel swój osiągnęłam. Ruszam dalej! Pa!