31.1.09

099

Mija 3 tydzień trybu stabilizacyjnego mego.
Jest pięknie. Zdecydowanie mam nową mnie. Oj jak siebie kocham ja, oj jak...
Jestem z siebie zadowolona, pełno we mnie wszystkiego na plus, energii nie brakuje. Nie wiem, może to i zasługa żeń- szenia...  Tak czy siak, jest pięknie.
Zdrówko prawidłowo. Złapałam tylko małą kontuzję- ale nie będziemy ani płakać, ani rezygnować. Mój nowy plan treningowy uważam za mega dobry. Jest zdecydowanie wygodniejszy niż ten na diecie, z niezwykłą łatwością wkomponowuje mi się w rozkład tygodniowy- to raz. Dwa- nie ćwiczę już sama, jest inaczej, ale jak na razie uważam że lepiej, lubię rywalizację. Także tutaj jest wszystko lala- cacy.
I ogólnie daję radę. Waga 58,3 kg- czyli piękna sprawa w sumie, przez ostatnie 10 dni zeszło jeszcze niecałe 2 kiloski. Jeśli chodzi o wymiary, to nigdzie mi się nie urosło - jest ok jak najbardziej.
Zmodyfikowałam nieco akcję stabilizacyjną, ale myślę że wyjścia nie było.
Zamiast 5 posiłków, nadal 4- tak mi po prostu lepiej. Waga nie co 10, czy 15 dni, ale codziennie- mniejsze ryzyko kilogramowej lawiny. 
Do tego ticiu- piciu zmiana w weekendowym luzie. Gdy jeszcze tkwiłam sobie w świecie zbijania wagi, wiedziałam że na szaleńczo szalone szaleństwa podczas zbliżającej się wtedy dopiero diety stabilizacyjnej nie będę mogła sobie pozwolić. Owszem, kalorii i takich tam w weekendy nie liczymy, menu na spontanie, ale np. o brzuszku pełnym ciasteczek myślałam, że będę musiała zapomnieć na jeszcze kilka miesięcy- w obawie przed jo- jo. A tu proszę- na te dwa dni w tygodniu zmieniam się w małą, niegrzeczną, dietową rozpustnicę! Oł jeee...
Oczywiście wszystko jak najbardziej w dalszym ciągu zdrowo- śmieciowej kupy nie jadam, i już nigdy jadać nie będę. Ale ciasto marchewkowe ( matko, genialnie wyszło... ), większe porcje, pieczone ziemniorki, późna kolacja... Nie odmówię sobie w dzień szósty i siódmy. I myślę, że dobrze. Dostarczam sobie w ten sposób mnóstwo radochy. Pewnie tak zostanie. Niech mi się tylko waga i wymiary ładnie trzymają, a powinno być elegancko. 
Przede mną genialne tygodnie, ponagradzam siebie nieco, będę radować się tym jak daleko doszłam... Nie mogło mnie spotkać nic lepszego niż akcja 'minus 20 kg'- bosko.
Zmykam. Pojawię się w okolicach dnia 28, miesiąca lutego. 
___

Skoro już się panna Anna nie odchudza oto ostatnie już myślę podsumowanie, ile mi się wszystkiego straciło. 

BMI 20.7
Waga 58.3 kg ( - 21.7 kg)

Biust 84 cm ( - 14 cm)
Talia 62 cm ( - 16 cm)
Pas 80 cm (- 17 cm)
Biodra 86 cm ( - 14 cm)
Pupa 92 cm ( - 17 cm)
Udo 55 cm ( - 11 cm)
Łydka 38 cm ( - 5 cm)
Ramię 24 cm ( - 6 cm)
___



20.1.09

098

Ło żesz... Jakbym wylądowała na obcym terenie. Blogu znaczy się, dziwnie jakoś... Chyba się sztęszkiłaaam. 10 dni minęło, odczuwam jakby z jakieś 30 mnie nie było. No tak, dobra, ale jestem. Z wagą 60, 2 kg. Przytyło się niecałe pół kilosa. Niewiele, więc nie wzruszam się tym. Wszak już na odchudzającej nie jestem, siala la la... I ustalam sobie normę, jakiej trza się trzymać: 58- 62 kg. Do 62 kg nie będę się załamywać, pozwolam już sobie na słabszy moment w przyszłości. Powyżej tego wyniku, naturalnie należy się rozbeczeć, powykrzykiwać, zdemolować etc., po czym grzecznie i z pokorą wrócić do diety. Plan myślę, nie jest najgorszy, powinno być ok.
Sama akcja stabilizacja przebiega w miarę radośnie. W miniony weekend zaszalałam, oj jak zaszalałam. A jak mi właśnie tego było trzeba, aj jak mi było trzeba... 
Upiekłam przecudaśne owsiane ciasteczka, które w błyskawicznym tempie wypełniły brzucha mego. Wreszcie też zjadłam konkretny niedzielny obiad ( oczywiście zamiast tłustego mięcha-genialne kotlety sojowe, zamiast pyrków- brązowy ryż), porcja nie z tej ziemi. No i zdarzyła się i późnawa kolacja, i o zgrozo w postaci galaretki z szaloną owocową sałatką! Słowem: ciężki hard- core :]
Po tych trzech miesiącach diety zdecydowanie mogę uznać ostatnią sobotę z niedzielą za naprawdę ekstremalne dwa dni, z naprawdę ekstremalnymi odczuciami. Maksimum wyrzutów sumienia, że za dużo, blabla plus maksimum radochy z żarcia. Generalnie było dobrze, szczególnie, że liczba na wadze całkiem mi się podoba. A! No właśnie- ważyć się postanowiłam codziennie ( pierwotnie ustaliłam, że na stabilizacji co 10 dni jakoś chyba). Dzięki temu pozbyłam się małego stresu z głowy, i kontrolę zdecydowanie mam nad tym wszystkim większą. Na samej diecie ważenie się codzień uważam nadal za głupotkę, ale już gdy kończy się odchudzanie, opcję wskakiwania co rano na wagę nazwać mogę bardzo dobrą opcją. 
Co poza tym? 
Dawki ruchu sobie nie odmawiam, marsze we wtorki i czwartki są super sprawą, a nowe ćwiczenia na pośladki z poniedziałków i czwartków dają nieźle popalić- i dobrze, niechaj pupka się kształtuje. 
Co do diety stabilizującej, to wyznam szczerze, że kurczę, boję się kalorii. Odczuwam strach przed zwiększaniem ich ilości. Przyzwyczaiłam się do moich średnio 900. Myśl o tym, że za dwa tygodnie ma ich już być 1200 przyprawia mnie o lekki ból głowy i dreszcze. Zakończenie diety nie jest wcale takim prostym zadaniem, serio serio. Tak naprawdę w gruncie rzeczy wiem, że nie dopuszczę do tego, by kilogramy wróciły, jednak strach przed przytyciem jest teraz niemały. I znów z drugiej strony- odchudzać się dalej przecież też już nie ma potrzeby. Jestem zadowolona z tego, jak wyglądam, czuję się komfortowo we własnym ciele. 
No i wszystkie spodnie spadają z tyłka ( chyba zatem pora na zakupy :]), pięć kilo mniej i będę zbyt koścista, więc nie ma co- oczywistym jest fakt, że ,, Anka, stop, Aniu, już koniec''.
Mam nadzieję, że będzie dobrze. Że mimo małych weekendowych ( acz rozsądnych, a jak!) szaleństw nie dopadnie mnie jo- jo potwór.
Co tam jeszcze?
Hmmm... no czuję się dobrze, nie choruję, podziwiam nową mnie, przyzwyczajam się do akcji stabilizującej, odczuwam większy, jakże przyjemny luz, rozumu nie tracę w dalszym ciągu, czasem się postresuję niepotrzebnie, czasem z wiarą spojrzę w przyszłość. A teraz idę wszamać jabłucho. Do sklikania pamiętniczku za dni 10, cześć, czołem!
___

BMI 21.3
Waga 60.2 kg
___

10.1.09

097

Waga 59,8 kg. Cóż, nie spada. Ale przecież o to chodzi. 
Więc mówię trudno, dziś się bawię. Dziś świetuję. Wszak powody mam, oj mam. 
Masz tu pamiętniczku, wkleję Ci nowy rozkład jazdy:

10.I’09- 10.IV’09
AKCJA STABILIZACYJNA

ZWIĘKSZANIE KALORYCZNOŚCI
10 STYCZEŃ- 1000 KCAL. 19 STY- 1100 KCAL. 26 STY- 1150 KCAL.
2 LUTY- 1200 KCAL. 9 LU- 1250 KCAL. 16 LU- 1300 KCAL. 28 LU- 1350 KCAL.
9 MARZEC- 1400 KCAL. 16 MAR- 1450 KCAL. 23 MAR- 1500 KCAL. 30 MAR- 1500-1550 KCAL.
10 KWIECIEŃ- 1600 KCAL MAX.

DIETA
BOGATE ŚNIADANIA, DUŻO WODY, LEKKIE KOLACJE.
WARZYWA, OWOCE. POSIŁKI PRZYGOTOWYWANE SAMEMU.
UNIKANIE TŁUSZCZY, SMAŻENIA. UNIKANIE FAST FOODÓW, NIEZDROWYCH SŁODYCZY ETC.
SOBOTY I NIEDZIELE- BEZ OBLICZEŃ.
3 MAŁE POSIŁKI + 2 PRZEKĄSKI
ŚNIADANIE- DO 1 GODZ. PO OBUDZENIU SIĘ ( NP. 9:00)
PRZEKĄSKA- PO 2,5 GODZ. ( NP. 11:30)
OBIAD- PO 3 GODZ. ( NP. 14:30)
PRZEKĄSKA- PO 2,5 GODZ. ( NP. 17:00)
KOLACJA- PO 3 GODZ. NAJPÓŹNIEJ 3 GODZ. PRZED SNEM ( NP. 20:00)

SPORT
PONIEDZIAŁEK + ŚRODA
KARDIO 10 MIN. + ½ STRETCHING + POMPKI + ABS II + POŚLADKI + ½ STRETCHING= 30- 40 MIN.
WTOREK + CZWARTEK
MARSZ, MARSZOBIEG, BIEG LUB SPACER= 30- 45 MIN.
+ SPORTY REKREACYJNE, UNIKANIE WIND, POKONYWANIE KM PIESZO.
OD MAJA NOWY TRENING

KONTROLA
WAGA
ST, LU- 10, 20, 30. MAR, KW- 15, 30.
WYMIARY 
ST, LU, MAR, KW- 15, 30

Życzę sobie, by mi plan owy służył, by przynosił radość i ogólny light. A teraz czasu nie mam, pędzę lecę się ubawić. Let's celebrate!

___

5.1.09

096

Banan 100 g plus pomarańcza 200 g
Omlet: 3 białka plus 1 żółtko plus oliwki zielone 35 g plus groszek konserwowy 100 g plus oliwa z oliwek 1 łyżka
Zupa ogórkowa 300 ml plus pieczywo chrupkie graham 3 kromki
Serek wiejski lekki 150 g plus twaróg chudy 40 g 

Stepper 30 minut
Stretching
___

5 styczeń'09
97 dzień.
I zdobyłam szczyt.
Piąteczka z przodu, za nią dziewiąteczka, i jeszcze siódemeczka- po przecinku.
59,7 kg. Jestem z lekka oszołomiona. Czy w sumie- ale jaja, o kuwa. Dietowa sodowa uderzyła do głowy. Uderzyła tak mocno, że mnie nieco sparaliżowała. Nie bardzo wiem, czy czuję się ,, prawidłowo''. Powinnam zrobić wielkie UFF, ale tak bardzo odchudzanie moje mnie pochłonęło, że chyba będzie mi trzeba jeszcze trochę czasu, dni kilka, zanim pożegnam się ostatecznie z tym tematem i lekko wyląduję na ziemi. 
To minęło tak szybko... Hop, siup, bęc, i już.
Pewnie, że się cieszę. Pokonałam potwora. 
Kilka miesięcy temu, na niedługo przed akcją minus 20 kg, wiedziałam, że potwora tego nie jestem w stanie pokonać. Dostrzegałam, że jedzenie wymyka się spod mojej kontroli, że ruszyła pewna machina, której nie sposób już zatrzymać. Obżarstwo, kompulsywne. ,, No ładnie, zaczęło się''. Godziłam się już z rolą grubasa. Jednocześnie nienawidząc siebie coraz bardziej. Tkwiłam w jakiejś matni. Matko, jak mi było źle. I nie umiałam się podnieść- po prostu. Nikt mnie wcześniej nie uczył, czym tak naprawdę jest jedzenie, jak jeść świadomie, by sobie nie zaszkodzić. Odkąd sięgam pamięcią bezmyślna konsumpcja, obżeranie się było codziennością. Pasją wręcz, od małego moja miłość. I dostawałam za to pochwałę, cacy, dobra dziewczynka. A dalej to już wiadomo- strawa moim przyjacielem, strawa mnie nie skrzywdzi, bla bla bla... Nic nie dawało mi w życiu tyle szczęścia co jedzenie. Poprawka- obżeranie się. Najgorszą kupą.
Że kupą, zdałam sobie sprawę  gdy postanowiłam się odchudzać. Przeanalizowanie tego co przez lata lądowało w moim brzuchu, było jednym z ważniejszym moich odkryć.
Szczęście wielkie, czy anioł stróż mój znów, może po prostu najwyższa pora, że coś w pewnym momencie zaczęło do mnie docierać. I dzięki wam dobre wróżki za to, żeście mi tego trzeźwiącego liścia w policzek na czas wymierzyły. 
I potwór pokonany. 
I gorąco wierzę, że już na zawsze. Że to nie był tylko urlop od tego bałaganu. 
Że zyskałam to, o czym marzyłam, że spokojnie z tym spełnionym marzeniem mogę iść dalej.
Pora zacząć nakreślać, i wprowadzić w życie nowy rozkład jazdy. Kończymy akcję odchudzanie. 
Jesteśmy Anno szczupłe, zgubiłyśmy 20 kilogramów. Słowem sukces, moja droga panno, sukces.
Co więc dalej?
Teraz pora na system stabilizacyjny. Z pewnością łatwiejszy od tego, który za mną. O, i teraz w sumie jakieś tam uff czuję. Oj taaak...
Dziś, i jeszcze przez najbliższych kilka dni pozostanę sobie w świecie, w którym żyję od trzech miesięcy, dalej bez zmian w diecie, dalej sprawdzony trening. Naprawdę nie jest rzeczą łatwą teraz tak po prostu to skończyć. Daję sobie czas. 
Najbliższy tydzień niech mi będzie tygodniem, w którym rozkminię na spokojnie co, jak, i z czym teraz. Tygodniem, w którym zdam sobie sprawę z tego, że to juz koniec drogi. 
A od nowego tygodnia, już z sympatyczną świadomością przejdę na nowy tryb. Dużo już łagodniejszy, przyjazny, bardziej spontaniczny, no milutki, no. 
Oczywiście, naturalnie, rzecz jasna oczy dookoła głowy w ciągu dalszym. Nigdy nie wiesz bowiem, czy za rogiem nie czai się wróg, znaczy się ukryty w tobie samym, podstępny, złowrogi grubasss.
Łaaa!!!
___

BMI 21.2
Waga 59.7 kg
:]
___

Dodać pragnę, raz jeszcze zresztą, że to już koniec.
,, To już jest koniec... Sialalala... Jesteśmy wolni... Sialalala...''
Wpisów, stwierdzam z pewną przykrością, nie będę już dokonywać codziennie. 
Co 10 dni. Przez czas pewien. Potem co dwa tygodnie, później raz na miesiąc pewnie. By wkońcu może nawet przestać. Echhh... 
Bądź blogu mi pamięcią, a stworzeniom ludzkim dowodem, że jak się chce bardzo, bardzo, to można. No żegnaj pamiętniczku. Matko, żebym ja Cię nie musiała kiedyś jeszcze raz... O nie, nie...!
Ciao.
___



4.1.09

095

Płatki owsiane 30 g plus rodzynki 15 g plus jabłko 200 g
Pieczywo chrupkie graham 3 kromki plus pasztet sojowy z koperkiem 50 g plus pomidor 100 g
Twaróg chudy 100 g plus ogórek świeży 200 g
Serek wiejski lekki 150 g

40 minut hula hop
Ćwiczenia na pośladki, brzuch
___

Nie, nie... To nie może tak być... Bo mi się tu zrobi blog dołowy, z przepisami jak szybko zejść ze świata. Wczoraj ewidentnie dzień był niefartowny. Bardzo.
Pora się otrząsnąć, przecież już tak wiele osiągnęłam. Tak niewiele mi zostało, już końcóweczka. 
Taaak, już prawie koniec przecież. Spokojnie więc, spokojnie...
___

3.1.09

094

Płatki owsiane 30 g plus jabłko 200 g
3 białka na twardo plus rzodkiewka 100 g plus groszek konserwowy 100 g
Tofu 50 g w panierce smażone na łyżce oliwy z oliwek plus pomidor 150 g
Twaróg chudy 100 g plus ogórek kwaszony 200 g plus musztarda 1 łyżka
___

Wiem, że to po prostu słabszy dzień, ale co tu ściemniać- jedyne co mi się dzisiejszego cholernie mroźnego pod każdym względem poranka marzy to koniec tej diety, z ćwiczeniami tymi.
Wrrr...
Oj bardzo wrr...
___

Wieczorny dopisek
DUPA
Ćwiczeń dzisiaj nie ma. Totalnie odrętwiałe ciało, odrętwiały mózg cały. Myślałam, że może jakoś przed kolacją uda mi się zebrać w sobie i najzwyczajniej ruszyć pupę, ale niestety. W strachu przed poniedziałkiem ( ważenie), liczę po cichu na niedzielę.
Poza tym wszystko już do dupy.
Nerwica jak się patrzy.
___

2.1.09

093

Chleb razowy 70 g plus dżem wiśniowy 25 g
Twaróg chudy 100 g plus ogórek świeży 200 g plus groszek konserwowy 50 g plus musztarda 1 łyżka
Pomarańcza 200 g plus banan 100 g plus pieczywo chrupkie graham 1 kromka
Serek wiejski lekki 150 g plus ogórek kwaszony 100 g

30 minut stepper
Stretching
___

Coraz bliżej do zakończenia akcji odchudzającej, a mi coraz mniej wesoło. Strach przed tym jak to teraz będzie wszystko wyglądać połączony z naprawdę ogromnym stresem wywołanym szukaniem, planowaniem rozwiązań właśnie, nie pozwalają mi się cieszyć tym, co jest. 
I dość mam już tego liczenia składników odżywczych, pilnowania by tego nie brakło, tamtego nie było za dużo. Dość już mam też sportowego bata na tyłku. Gdzieś gubię w tym całą radochę. Co za dzień, ło matko, co za dzień.
Wogóle gdzie jest słońce? Zimno mi...
Żem się na to wszystko zdenerwowała. I pogubiłam się w tym wszystkim, i gubię się nadal. I wiem, że urodziła mi się w głowie paranoja. 
Niewiele dziś chyba wymyślę.
Dobra, stop. Idę porozglądać się za harmonią jakąś. Bo się zepnę zbytnio i będzie kicha.
___

1.1.09

092

Chleb razowy 70 g plus dżem wiśniowy 20 g
Ananas 100 g plus jabłko 100 g plus pomarańcza 100 g
Makaron świderki 20 g plus twaróg chudy 100 g plus jogurt naturalny 75 g plus musztarda 1 łyżka
Kalafior gotowany na parze 300 g plus 2 białka na twardo

40 minut hula hop
Ćwiczenia na pośladki, brzuch
___

Nowy '09.
1 stycznia, rano. Więc nie będę się raczej rozpisywać.
Jaki tu bałagan wogóle...
___