Banan 100 g plus pomarańcza 200 g
Omlet: 3 białka plus 1 żółtko plus oliwki zielone 35 g plus groszek konserwowy 100 g plus oliwa z oliwek 1 łyżka
Zupa ogórkowa 300 ml plus pieczywo chrupkie graham 3 kromki
Serek wiejski lekki 150 g plus twaróg chudy 40 g
Stepper 30 minut
Stretching
___
5 styczeń'09
97 dzień.
I zdobyłam szczyt.
Piąteczka z przodu, za nią dziewiąteczka, i jeszcze siódemeczka- po przecinku.
59,7 kg. Jestem z lekka oszołomiona. Czy w sumie- ale jaja, o kuwa. Dietowa sodowa uderzyła do głowy. Uderzyła tak mocno, że mnie nieco sparaliżowała. Nie bardzo wiem, czy czuję się ,, prawidłowo''. Powinnam zrobić wielkie UFF, ale tak bardzo odchudzanie moje mnie pochłonęło, że chyba będzie mi trzeba jeszcze trochę czasu, dni kilka, zanim pożegnam się ostatecznie z tym tematem i lekko wyląduję na ziemi.
To minęło tak szybko... Hop, siup, bęc, i już.
Pewnie, że się cieszę. Pokonałam potwora.
Kilka miesięcy temu, na niedługo przed akcją minus 20 kg, wiedziałam, że potwora tego nie jestem w stanie pokonać. Dostrzegałam, że jedzenie wymyka się spod mojej kontroli, że ruszyła pewna machina, której nie sposób już zatrzymać. Obżarstwo, kompulsywne. ,, No ładnie, zaczęło się''. Godziłam się już z rolą grubasa. Jednocześnie nienawidząc siebie coraz bardziej. Tkwiłam w jakiejś matni. Matko, jak mi było źle. I nie umiałam się podnieść- po prostu. Nikt mnie wcześniej nie uczył, czym tak naprawdę jest jedzenie, jak jeść świadomie, by sobie nie zaszkodzić. Odkąd sięgam pamięcią bezmyślna konsumpcja, obżeranie się było codziennością. Pasją wręcz, od małego moja miłość. I dostawałam za to pochwałę, cacy, dobra dziewczynka. A dalej to już wiadomo- strawa moim przyjacielem, strawa mnie nie skrzywdzi, bla bla bla... Nic nie dawało mi w życiu tyle szczęścia co jedzenie. Poprawka- obżeranie się. Najgorszą kupą.
Że kupą, zdałam sobie sprawę gdy postanowiłam się odchudzać. Przeanalizowanie tego co przez lata lądowało w moim brzuchu, było jednym z ważniejszym moich odkryć.
Szczęście wielkie, czy anioł stróż mój znów, może po prostu najwyższa pora, że coś w pewnym momencie zaczęło do mnie docierać. I dzięki wam dobre wróżki za to, żeście mi tego trzeźwiącego liścia w policzek na czas wymierzyły.
I potwór pokonany.
I gorąco wierzę, że już na zawsze. Że to nie był tylko urlop od tego bałaganu.
Że zyskałam to, o czym marzyłam, że spokojnie z tym spełnionym marzeniem mogę iść dalej.
Pora zacząć nakreślać, i wprowadzić w życie nowy rozkład jazdy. Kończymy akcję odchudzanie.
Jesteśmy Anno szczupłe, zgubiłyśmy 20 kilogramów. Słowem sukces, moja droga panno, sukces.
Co więc dalej?
Teraz pora na system stabilizacyjny. Z pewnością łatwiejszy od tego, który za mną. O, i teraz w sumie jakieś tam uff czuję. Oj taaak...
Dziś, i jeszcze przez najbliższych kilka dni pozostanę sobie w świecie, w którym żyję od trzech miesięcy, dalej bez zmian w diecie, dalej sprawdzony trening. Naprawdę nie jest rzeczą łatwą teraz tak po prostu to skończyć. Daję sobie czas.
Najbliższy tydzień niech mi będzie tygodniem, w którym rozkminię na spokojnie co, jak, i z czym teraz. Tygodniem, w którym zdam sobie sprawę z tego, że to juz koniec drogi.
A od nowego tygodnia, już z sympatyczną świadomością przejdę na nowy tryb. Dużo już łagodniejszy, przyjazny, bardziej spontaniczny, no milutki, no.
Oczywiście, naturalnie, rzecz jasna oczy dookoła głowy w ciągu dalszym. Nigdy nie wiesz bowiem, czy za rogiem nie czai się wróg, znaczy się ukryty w tobie samym, podstępny, złowrogi grubasss.
Łaaa!!!
___
BMI 21.2
Waga 59.7 kg
:]
___
Dodać pragnę, raz jeszcze zresztą, że to już koniec.
,, To już jest koniec... Sialalala... Jesteśmy wolni... Sialalala...''
Wpisów, stwierdzam z pewną przykrością, nie będę już dokonywać codziennie.
Co 10 dni. Przez czas pewien. Potem co dwa tygodnie, później raz na miesiąc pewnie. By wkońcu może nawet przestać. Echhh...
Bądź blogu mi pamięcią, a stworzeniom ludzkim dowodem, że jak się chce bardzo, bardzo, to można. No żegnaj pamiętniczku. Matko, żebym ja Cię nie musiała kiedyś jeszcze raz... O nie, nie...!
Ciao.
___