29.12.08

089

Płatki owsiane 30 g plus rodzynki 15 g plus jabłko 200 g
Chleb razowy 70 g plus twaróg chudy 70 g plus ogórek kwaszony 100 g
Makaron świderki 20 g plus pomidor 150 g plus oliwki 40 g plus jogurt naturalny 50 g
Serek wiejski lekki 150 g plus pieczywo chrupkie graham 1 kromka

30 minut stepper
Stretching
___

Do wczorajszego jadłospisu doszedł późnym wieczorem ogóras zielony- a z jakieś 50 g. Byłam cholernie głodna- niedobrze. Doszedł też kubek gorącego bulionu- złapało mnie jakieś świństwo. Łeb mi pękał, byłam strasznie słaba. 
I tak sobie właśnie myślę, że ciężko, żeby tak wszystko z tym całym odchudzaniem moim było ' na tak'. Od kilki dni, może i tygodni nawet, dostrzegam pewne wady. Wczorajszy naprawdę kiepski wieczór tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że miodkiem samym to ta rzeczka nie płynie. 
Bywam osłabiona. Bardzo osłabiona. Czasem robi mi się ciemno przed oczami, czasem ciasno w głowie. I taka wypompowana jakaś ze mnie dętka, ciężko ustać momentami. Jakby tych mięśni, nad którymi tak pracuję nie było- słowem siły mi brak. Bywam też głodna- szczególnie wieczorami. Towarzysze spożywają wtedy rarytasy, a mnie skręca czasem w środku. Bóle głowy czasem się pojawią, bolą mnie też oczy. 
Nie wiem, czy to wszystko wiązać z dietą, ale jak narazie ona jedyna wysuwa mi się przed szeregi. 
Wczoraj, gdy tak leżałam w łóżku, nie mogąc wykonać żadnego sensownego ruchu ( typu wstać chociażby) czułam ewidentnie, że winowajcą jest właśnie dieta moja. Czułam nie pierwszy raz zresztą, że trzeba mi nieco więcej pożywienia. A i zatęskniło mi się do choćby spróbowania jakiegoś smakołyku typu herbatnik, spontanicznego spróbowania oczywiście. Poczułam ( o zgrozo, jak to?! Ty?! Ta podjarana dietą?!) zmęczenie tym całym odchudzaniem. Tym ciągłym liczeniem kalorii, tym lękiem, tą małą paranoją. Poczułam nuuudę.
I ucieszyłam się, gdy pomyślałam, że zostało jeszcze niecałe 3 kilo. 
Wiem, że zacznie się coś nowego. Że będzie trza podejść inaczej. Wszak już nie o gubienie wagi będzie się rozchodzić. I liczę, że zniknie wielkie osłabienie. Jeszcze nie mam konkretnego planu jeżeli chodzi o kwestię trzymania eleganckiej normy. Takowy będzie trzeba niebawem rozpisać, czas pędzi nieubłaganie, a ja nie lubię trwać w nieokreśleniu.
Choć w sumie ogólny zarys już się pojawił w głowie. Zaczęłam tworzyć listę noworocznych postanowień. Taaa... głupota niby. Ale chyba nie tym razem. Teraz nie ma mowy o zatrzymaniu się. Teraz ma się zacząć. Bo jak nie to się tak złoję po dupie, że mnie rodzona nie pozna.
Wsród 10+1 postanowień, znalazło się miejsce dla kilku w temacie ,, Ja, waga moja i takie tam''. 
Muszę tylko owe podpunkty nieco rozwinąć. Co, jak, gdzie, kiedy, z kim. 
Ojoj, sprężamy się, toż to za niedługo Nowy 2009.
___